Są dwa typy osób na świecie: ci, którzy planują wyjazd w góry, żeby „odpocząć”… i ci, którzy jadą tam pobić własne rekordy zjazdów na nartach – to ten właśnie typ kończy z nosem przyklejonym do szyby, bo po drodze trafiło się coś z V12, przejechało kolejne Ferrari, czy mijamy Stuttgart. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej ekipy.
Ten wyjazd zaczął się totalnie klasycznie: plan był prosty jak linia start–meta. Poznań → włoskie Alpy → narty → pizza → x5 → powrót. Kierunek: Aprica, początek marca, czyli ten idealny moment, kiedy w Polsce jeszcze człowiek zastanawia się, czy to wiosna, czy tylko słońce robi sobie żarty, a w Alpach… no cóż – tam śnieg ma swoje własne zasady. A że narty to moja kolejna pasja, to włoski klimat wchodzi doskonale, pewnie, płynnie i bez gadania.
Tyle że… ja miałem w głowie jeszcze jeden „cel poboczny”. Taki z kategorii: „jak przystało na fana motoryzacji”. Na mojej liście rzeczy do odhaczenia na poprzedni rok były dwa święte (dla fana motoryzacji) miejsca: Classic Remise w Berlinie i Motorworld Monachium. No bo wiecie – można kochać góry, ale jak człowiek ma benzynę we krwi, to prędzej czy później i tak zaczyna myśleć: „ciekawe, czy po drodze zobaczę jakieś Porsche… albo Bugatti… albo chociaż porządnego klasyka”.
I tu wchodzi najlepszy moment tej historii: Motorworld nie był do końca moim pomysłem na trasie. Serio! Ja jechałem grzecznie, mentalnie nastawiony na autostrady, winiety i śnieg, a tu mój brat z żoną i znajomym robią mi niespodziankę, jakby to był urodzinowy pakiet DLC do wyjazdu. Mimo że z pewnością nie są turbo-motoryzacyjną ekipą, tak zaplanowali przejazd, żebyśmy mogli zrobić pit stop w Motorworld w Monachium. I to taki pit stop, który nie kończy się na „szybkiej toalecie i jedziemy dalej” (chociaż te – też tutaj mają motoryzacyjny klimat), tylko na „dobra, to teraz mam problem, bo nie chcę stąd wychodzić”.
Bo Motorworld Monachium to nie jest zwykłe „miejsce z samochodami”. To jest ta sytuacja, kiedy wchodzisz do środka i masz wrażenie, że ktoś zebrał Twoje dziecięce marzenia, dorzucił do tego trochę karbonu, trochę historii motorsportu i powiedział: „proszę, to wszystko jest pod jednym dachem”. A my – w drodze na narty – zrobiliśmy z tego przystanek, który spokojnie mógłby być osobną atrakcją całego wyjazdu.
No to co? Zapnij pasy – opowiem Ci, jak wyglądała nasza wizyta w Motorworld, co można tam zobaczyć, jak dojechać do Motorworld, i dlaczego naprawdę warto wpaść tam choćby na godzinę… nawet jeśli jedziesz tylko „na narty lub deskę”.
Co znajdziesz w artykule:
Historia i klimat Motorworld Monachium
Będzie nuda – niekoniecznie! Motorworld Monachium mieści się w zabytkowej hali dawnej lokomotywowni przy Lilienthalallee. To ogromna, ponad 100‑letnia konstrukcja: 185 metrów długości, 90 metrów szerokości i 18 metrów wysokości. Przez dziesięciolecia naprawiano tu lokomotywy, a dziś zachowano przemysłowy klimat budynku. Wnętrze wypełniono samochodami – można poczuć się jak w wehikule czasu: od zupełnie klasycznych pojazdów aż po najnowsze egzemplarze. Motorworld reklamuje się jako „hub dla entuzjastów motoryzacji i stylu życia” – prezentuje około 30 luksusowych marek samochodów! W 111 przeszklonych „boksach” pokazują się kolekcjonerskie perełki od zabytkowych Mercedesów i Porsche po supersamochody jak Bugatti czy Ferrari. Widać tu pasję do motoryzacji na każdym kroku – a my trafiliśmy prosto w samo serce tego świata.
Dojazd do Motorworld w Monachium
Motorworld położone jest w dzielnicy Freimann, tuż przy autostradzie A9 łączącej Berlin z Monachium. Łatwo tu trafić – zgodnie z oficjalnymi wskazówkami najprostszy dojazd to właśnie A9 (Freimann) z wieloma parkingami na miejscu. My z Poznania jechaliśmy autostradami (m.in. A2 i A9 za Monachium) – z centrum Monachium to dosłownie kilka minut na północ. Jeśli jedziecie komunikacją miejską, podjeżdża tu metro U6 (stacja “Freimann”), ale my wybraliśmy szybką podróż autem. Dojazd był prosty, a parking – bezstresowy – tuż przed bramą wjazdową do Motorworld (polecam skorzystać, by od razu rzucić okiem na okoliczne saloniki i wystawy, jeszcze zanim wejdziecie do środka).
Wizyta w Motorworld - co zobaczyliśmy
Wjeżdżając na teren Motorworld, od razu poczuliśmy zapach benzyny i adrenalinę. Pierwszym witającym nas autem było różowe Porsche 911 GT3 „Pink Pig”, wersja legendarnego malowania ze startów Porsche 917/20. Ta kultowa “różowa świnka” wyścigowa zwie się dokładnie Sau i naprawdę robi wrażenie! Od razu wiedzieliśmy, że jesteśmy we właściwym miejscu. Dalej były już tylko cuda: pod jednym dachem zobaczyliśmy kilka wersji Chiron’a i Veyrona od Bugatti, Ferrari Enzo i LaFerrari, amerykańskie klasyki i motocykle BMW, a także salon 7PL – który również chciałem zobaczyć! W salonie 7PL stoją zazwyczaj prawdziwe cudeńka (można tam spotkać nawet Pagani Huayra i Zondę przy odrobinie szczęścia – nam niestety go zabrakło), więc serce mi biło szybciej na myśl, że krajowi dealerzy mają tu swoje ekspozycje.
Co ważne: Motorworld to nie muzeum za szkłem – wszędzie panuje luźna, niemal targowa atmosfera. Po prostu spacerujesz między superautami na sprzedaż i motoryzacyjnymi galeriami. Wstęp jest darmowy i można swobodnie chodzić po hali – my też tak zrobiliśmy: eksplorując każdy zakątek i zaglądając do „szklanych budek” z cennymi superamochodami (jak mówi Tripadvisor – „showrooms with awesome cars like Bugatti Chiron” dostępne za darmo!). Uśmiechy na twarzach, kawał dobrej muzyki z głośników i gwar rozmów mechaników i osób odwiedzających to miejsce – prawdziwy raj dla fana motoryzacji. Jednocześnie wszystko jest schludne i zadbane: są tu też sklepy motoryzacyjne, serwisy tuningowe oraz kawiarnie i restauracje (m.in. Waca, Café Pol Venezia czy Motorworld Inn). My niestety kawki tam nie złapaliśmy – byliśmy zaprawieni w podróży i nasz ekspres do kawy był w aucie – ale warto wiedzieć, że można się tu na chwilę zatrzymać i odprężyć po zwiedzaniu popijając espresso.
Trasa z Motorworld do włoskich Alp
Z Monachium ruszyliśmy dalej w stronę Alp. Kierowaliśmy się na południe, następnie wjechaliśmy do Austrii przez Szwajcarię – trasa typowa do Aprici (Valtellina). Krajobrazy jak zawsze zapierały dech, a pogoda dopisywała: pokonaliśmy imponujące górskie przełęcze. Przejechaliśmy przez słynną przełęcz Ofen (Ofenpass, Passo del Fuorn) w Szwajcarii – widok białych szczytów Alp i rozległych dolin jak zawsze wywoływał u wszystkich ciarki na plecach. Zatrzymaliśmy się na krótki postój w Zernez (Szwajcaria) – tradycyjnie przerwa na szybką toaletę na dworcu, bo akurat idealnie przy trasie – i śmialiśmy się, że w Dolomitach nawet toalety mają widok! Po stronie włoskiej w końcu dotarliśmy do Apriki. To malownicza miejscowość narciarska (1181 m npm) w Valtellinie, pomiędzy Val di Sole a Livigno. Pogoda nie dopisała zbyt dobrze, ale mimo to 300km na nartach udało się przejechać w trakcie tygodnia! Mieliśmy kilka dni na szusowanie, a alpejska atmosfera dopełniła motoryzacyjnej podróży – bo kto wie, może w głowie gdzieś tliły się marzenia o nowym samochodzie…
Powrót do Poznania przez Garmisch-Partenkirchen
Po nartach wróciliśmy do Polski mniej uczęszczaną trasą. Kierowaliśmy się przez przełęcze koło Garmisch-Partenkirchen – serpentyny między Bawarią a Austrią to niezapomniana końcówka wyprawy. Pokonując malownicze odcinki górskie, zatrzymaliśmy się na kawę i szybki obiadek. Następnie już autostradami przez Niemcy do Poznania (znowu A9, A2) – pełni wrażeń, z bagażem dobrych historii i śniegową pamiątką na butach.
Zwiedzanie Motorworld - wskazówki praktyczne
Choć wizyta w Motorworld trwała u nas tylko około godzinki, to spokojnie możecie na to przeznaczyć 1-2 godziny, szczególnie gdy wpadniecie tam z całym entuzjazmem. Obiekt jest otwarty niemal cały tydzień od rana do późnego wieczora („Pn-Sb: 7:30–22:00, Ndz: 10:00–22:00” ), a wstęp jest wolny. Warto trafić w dzień powszedni lub rano – przy dużym ruchu turystycznym bywają tłumy. Dobrze jest też sprawdzić, czy wybrane salony są akurat otwarte – czasami mają nieco inne godziny otwarcia lub są zamknięte podczas wydarzeń.
Na miejscu można też skorzystać z “highlights”: są symulatory wyścigowe, zloty klasyków i wydarzenia (latem czy zimą można trafić na targi sportów motorowych i wyścigi dla publiczności), a nawet skorzystać z noclegu w hotelu Ameron Motorworld (dla najbardziej zakręconych – można spać obok swojego auta!). My jednak akurat przeciskaliśmy się między wystawami, więc o tych atrakcjach przeczytacie kiedy indziej. Ważne: jeżeli jedziecie tu z małymi dziećmi lub znajomymi niezmotoryzowanymi, przygotujcie ich na to, że spędzą tu co najmniej kilkadziesiąt minut – bo ciężko oderwać się od widoku kilku Bugatti stojących obok siebie czy całej alei sportowych McLarenów.
Podsumowanie wyjazdu
Ten wyjazd miał być typowo „narciarski”: Poznań → Alpy → śnieg, pizza i dobra zabawa. A jednak po drodze wydarzył się ten jeden, nieplanowany moment, który potrafi przestawić cały dzień na inne tory – wizyta w Motorworld Monachium, zrobiona jako niespodzianka. I to jest chyba najlepszy element tej historii: nawet jeśli nie wszyscy w aucie żyją motoryzacją, udało się zrobić taki pit stop, po którym człowiek jeszcze długo jedzie dalej z uśmiechem na twarzy.
W samym Motorworld najmocniej uderza klimat: ogromna, industrialna przestrzeń i to wrażenie, że jesteś w garażu marzeń, gdzie samochody nie są „gdzieś w internecie, na plakatach”, tylko stoją realnie obok Ciebie. Z całej wizyty najbardziej utkwiły w pamięci trzy rzeczy. Po pierwsze – Porsche 911 w malowaniu Pink Pig, które powitało Nas na wejściu jak główny bohater filmu: nie dało się przejść obojętnie, bo to nie jest „ładny kolor”, tylko pełnoprawna legenda motorsportu podana w wersji, której się nie zapomina. Po drugie – salon Bugatti, czyli strefa, w której człowiek automatycznie zaczyna mówić ciszej, bo obok stoi poziom „to już nie auto, to dzieło sztuki i inżynierii”. Po trzecie – dwa McLareny P1 i McLaren Senna GTR, czyli święte graale ery hipersamochodów: masz je na wyciągnięcie ręki i nagle przypominasz sobie, dlaczego w ogóle kochasz motoryzację.
Do tego dochodzą jeszcze takie modele jak białe Porsche Carrera GT, czarny Ford GT, czy Porsche 911 w wersji Dakar oraz te „smaczki”, które robią Motorworld wyjątkowym: kilka totalnie unikatowych samochodów, perełek z różnych światów (superauta, egzotyka, limitowane wersje), które nie są oczywistą wystawą „dla wszystkich”, tylko raczej niespodzianką w stylu: „okej, tego się tu nie spodziewałem”. Całość zamknęła się w około godzinie zwiedzania, ale to była godzina konkretów – bez nudy, bez długiego błądzenia, tylko czysta esencja.
A potem wróciliśmy do „głównego scenariusza” wyjazdu: dalsza trasa przez Austrię i Szwajcarię, widoki na przełęcz, obowiązkowy postój w Zernez (bo tradycja to tradycja xD) i w końcu włoskie Alpy, śnieg i klimat, dla którego w ogóle ruszyliśmy w drogę. W drodze powrotnej serpentyny w okolicach Garmisch-Partenkirchen dopisały jako idealny „ending”: taki, w którym czujesz, że to była nie tylko wyprawa na narty, ale cała podróż z historią.
W skrócie: wyjazd w góry, który dostał bonusowy rozdział motoryzacyjny – i właśnie te momenty sprawiły, że Motorworld w Monachium nie był tylko przystankiem, ale jedną z najcenniejszych pamiątek z całej trasy.
Podsumowując: Motorworld Monachium to obowiązkowy punkt na mapie każdego fana czterech kółek – i to całkowicie za darmo! Gdy planujecie podróż w Alpy, warto zaplanować tam krótką wizytę (jak my – 5 minut od autostrady, szybki postój, godzina pełna emocji). Jeśli po tej wycieczce wciąż kręci Was motoryzacja, zapraszam na DREAMS4U – znajdziecie tu plakaty 3D z modelami samochodów i spełnicie swoje marzenia o własnej kolekcji supersamochodów na ścianie!
Sprawdźcie mój sklep z plakatami 3D i zapragnijcie zaparkować wymarzony samochód również w swoim salonie!
FAQ: Motorworld Monachium
Czy wstęp do Motorworld Monachium jest płatny?
Nie – wstęp jest darmowy 365 dni w roku, więc możesz wpaść „na chwilę” (która zwykle kończy się po godzinie).
Jakie są godziny otwarcia Motorworld w Monachium?
Oficjalnie: pon-sob 7:30-22:00, a niedz i święta 10:00-22:00 (poszczególne salony/usługi mogą mieć inne godziny).
Gdzie dokładnie znajduje się Motorworld Monachium?
Adres obiektu to: Am Ausbesserungswerk 8, 80939 München (dzielnica Freimann, północ Monachium).
Jak dojechać do Motorworld w Monachium samochodem?
Najwygodniej kierować się na północ Monachium (Freimann) – Motorworld jest dobrze skomunikowane z główną siecią dróg/autostrad, a na miejscu jest infrastruktura parkingowa.
Czy na miejscu jest parking i ile kosztuje?
Tak. Oficjalnie: parking do 30 min bezpłatny, dalej m.in. 3 € / godz., bilet wieczorny (17:00-6:00) 9 €, day pass 18 €. Podane są też stawki dla busów/ciężarówek i kamperów.
Ile jest miejsc parkingowych?
Według informacji na stronie Motorworld: ok. 720 miejsc w parkingu + 120 miejsc na zewnątrz.
Co to właściwie jest Motorworld: muzeum czy salon?
To nie klasyczne muzeum z eksponatami „za sznurkiem”. To automobilowy kompleks: ekspozycje i showroomy (często auta są też na sprzedaż), usługi, warsztaty, sklepy, wydarzenia i gastronomia – wszystko w jednym miejscu.
Jakie marki i auta można tam zobaczyć?
Skład aut jest zmienny (to część „magii”), ale Motorworld podaje, że na miejscu znajdziesz ponad 30 ekskluzywnych marek, a przewodnik miasta wymienia m.in. BMW, McLaren, Bugatti, Morgan, Maserati i motocykle Triumph.
O co chodzi z „szklanymi boksami” w Motorworld?
To charakterystyczne, przeszklone miejsca ekspozycyjne na kilku poziomach, gdzie stoją auta kolekcjonerskie. Motorworld komunikuje 120 takich boksów (często spotkasz też informację o „ponad 100”).
Czy na miejscu są restauracje i kawiarnie?
Tak – Motorworld informuje o kilku punktach gastronomicznych (restauracje, bary i kawiarnie) na terenie obiektu, więc można zrobić „pit stop” bez wyjeżdżania w miasto.
Czy Motorworld jest przyjazne dla odwiedzających z psem?
Tak – na stronie obiektu jest wprost informacja: psy są mile widziane.
Ile czasu warto zaplanować na zwiedzanie?
Minimum „sensowne” to około 60-90 minut, ale jeśli chcesz spokojnie obejrzeć showroomy, boksy i zrobić przerwę w gastronomii, to 2-3 godziny potrafią zniknąć bardzo szybko (zwłaszcza kiedy trafisz na dzień z ciekawą rotacją aut).




